bread on brown wooden table
26 stycznia 2026

Upiekłam chleb!

 

I to tak na poważnie, choć przepis wydawał się dosyć prosty. Pamiętam moje pierwsze podchody do chleba. Zakupiłam specjalną mąkę z myślą o hodowaniu własnego zakwasu, przejrzałam pół internetu w poszukiwaniu zaginionego Gralla, poinformowałam wszystkich znajomych o moim planie oraz zarzekałam się, że od tej pory już nigdy nie kupię pieczywa w sklepie.

Robienie zakwasu można porównać do hodowania rybek. Niby nic wielkiego, jednak codziennie musisz dokarmiać. W przeciwnym wypadku game over. Tak też robiłam. Po tygodniu wyjęłam mojego przyjaciela ze spiżarni i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały nadchodzący sukces. Eureka! Odkopałam przepis, wymieszałam wszystkie składniki i w czasie „wyrastania” ciasta, wybrałam się na zakupy spożywcze. Tak, aby zająć czymś umysł. Moja niecierpliwa natura z całą pewnością popychałaby mnie co kilka minut w celu skontrolowania procesu. Oczywiście wśród listy zakupów nie było pieczywa, bowiem od dziś miałam stać się najlepszą z najlepszych w pieczeniu chleba, na własnym zakwasie.

Ciasto wyrosło kiepsko, jednak wciąż motywowana nadzieją uznałam, że być może rodzaj mąki tak wpłynął na drożdże. Po za tym w sklepach pieczywo żytnie również jest lepkie i ciężkie. Wyjęłam wyrośnięte ciasto na blachę, ustawiłam minutnik, a w głowie wyobrażałam sobie chwilę, w której wezmę do ust pierwszy kęs ciepłego chleba, posmarowanego grubą warstwą masła. O jakież było moje zaskoczenie, gdy po wyjęciu z pieca okazało się, że mój wypiek nie tylko ma zły kolor, ale również konsystencję. Ba! Strukturę, zapach, kształt. Wszystko było złe. W przypływie złości miałam ochotę rzucić nim o ścianę, jednak szybko zorientowałam się, że ciężar chleba mógłby kogoś zabić. Dosłownie.

Porzuciłam więc marzenia o byciu piekarzem, aż do dziś. W sobotni poranek zorientowałam się, że nie mam pieczywa. Pod wpływem ponownego przypływu weny twórczej postanowiłam dać nam – mnie i chlebowi- drugą szansę. Dziś wiem, że decyzja o ponownym upieczeniu chleba wynikała z lenistwa, nie weny twórczej JCóż, takie życie.

Tym razem znalazłam przepis zawierający jedynie drożdże – żadnych udziwnień w postaci zakwasu. Do wyrabiania ciasta użyłam robota – przynajmniej jak nie wyjdzie to gorycz rozczarowania będzie odrobinę mniejsza. Znalazłam nawet najlepsze z możliwych miejsc do wyrośnięcia – pod grzejnikiem w łazience, która na czas leżakowania ciasta została zamknięta J Ku mojemu zdziwieniu ciasto było wyrośnięte, lekkie i bardzo obiecujące. Włożyłam do pieczenia, w międzyczasie popryskałam wodą (żeby skórka była chrupiąca) i po 30 minutach zachwycałam się produktem końcowym. Jak na ilość składników oraz pracę, którą włożyłam w jego przygotowanie, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że chleb wyszedł naprawdę smaczny. Natchniona porannym sukcesem postanowiłam upiec pieczywo na następny dzień – z dodatkiem żurawiny i siemienia lnianego. Efekt był inny niż oczekiwałam, jednak świadomość błędów zdecydowanie większa niż za pierwszym razem. Poza tym z własnymi wypiekami to jest tak, że jesz nawet jeżeli nie do końca Ci smakuje – szkoda wyrzucić, sama piekłam itp. Dlatego zjadłam. Czemu o tym piszę? Sama nie wiem, pewnie dlatego, że dziś w swoim dzienniku odbyłam rozmowę z wewnętrznym krytykiem, który rękoma i nogami chciał mnie odwieść od pomysłu pisania i przyznam szczerze – prawie mu się udało. Brzmiał bardzo przekonująco i natarczywie. Czy uległam? Nie, ponieważ tym razem zamiast walki wybrałam dialog. Wypisałam w punktach najczarniejsze scenariusze, zrobiłam kalkulację zysków i strat, a na końcu popełniłam post o pieczeniu chleba.

Bo w życiu chyba jest tak samo. Często wydaje nam się, że przepis – najczęściej wręczony przez kogoś innego, na początku zachęca i intryguje, jednak z czasem powoduje, że zamiast stać się pachnącym i chrupiącym kąskiem, stajemy się gruboskórni, ociężali i smutni. Czasami bywa i tak, że zanim dojdziemy do efektu, który nas zadowala musimy podjąć kolejną próbę, zmodyfikować działanie i mieć nadzieje, że tym razem się powiedzie.

Chociaż nawet jeśli po raz kolejny nie wyjdzie tak jak planowaliśmy, to nadal mamy kawał życia przed sobą żeby próbować dalej.

 

 

 

 

 

Artykuły z tej kategorii

arrow left
arrow right


​​​​​​​

​​​​​​​

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.